Skocz do zawartości

Zaloguj przez Facebook Rejestracja

Najnowsze tematy

Wyświetl nową zawartość »

Dawna Sokółka


356 odpowiedzi w tym temacie

#41 ~sceptyk~

~sceptyk~
  • Goście

Napisano 13 marzec 2008 - 13:55

***
hłe...
w "Kronice sokólskiej parafii prawosławnej pw. św. Aleksandra Newskiego" czytamy - LIPIEC 1914: (...)przeprowadzona została mobilizacja i wypowiedziana wojna wojna Austro-Niemcom. 23 lipca do Sokółki weszły pierwsze frontowe wojska: gwardyjska dywizja piechoty z Warszawy(...) i dalej - PAŹDZIERNIK 1914: "przybył do Sokółki i zakwaterował się w koszarach 63 uglickiego pułku piechoty, 125 batalion rezerwowy w składzie do 4000 ludzi". W kwietniu 1915 roku w mieście pozostał tylko jeden miński oddział piechoty, na początku maja 1915 roku do Sokółki przybył 83 rezerwowy batalion piechoty...

Z tego, co pamiętam, Niemcy weszli do Kongresówki w pierwszej połowie 1915 r., na skutek udanej ofensywy na całym froncie. 20 kwietnia 1915 roku z zeppelinów bombardowano Białystok, w wyniku czego śmierć poniosło 13 osób cywilnych. Pewnie właśnie wtedy w Sokółce pełno było wojska, a zamieszanie potęgowała jeszcze ewakuacja tzw. bieżeńców (nota bene, z Sokółki wyjechały m.in. polskie rodziny pracujące w carskiej administracji; jedna z takich familii trafiła nawet na Kaukaz). Właśnie wtedy kurew w Sokółce musiało być najwięcej (per capita).

A swoją drogę ciekawe skąd naukowiec ów miał dane, o których zresztą nie pisze. Bo nie wiadomo, ile prostytutek było przed i wojną w Sokółce.

#42 Grzegorz Daszuta

Grzegorz Daszuta

    Dziennikarz

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPip
  • 199 postów

Napisano 13 marzec 2008 - 14:35

Z tego, co pamiętam, Niemcy weszli do Kongresówki w pierwszej połowie 1915 r., na skutek udanej ofensywy na całym froncie. 20 kwietnia 1915 roku z zeppelinów bombardowano Białystok, w wyniku czego śmierć poniosło 13 osób cywilnych. Pewnie właśnie wtedy w Sokółce pełno było wojska, a zamieszanie potęgowała jeszcze ewakuacja tzw. bieżeńców (nota bene, z Sokółki wyjechały m.in. polskie rodziny pracujące w carskiej administracji; jedna z takich familii trafiła nawet na Kaukaz). Właśnie wtedy kurew w Sokółce musiało być najwięcej (per capita).

A swoją drogę ciekawe skąd naukowiec ów miał dane, o których zresztą nie pisze. Bo nie wiadomo, ile prostytutek było przed i wojną w Sokółce.

***
to są oryginalne zapiski parafialnego 'psałomszczika', który jako kolejny autor prowadził kronikę parafialną - te dotyczące dyslokacji wojsk rosyjskich. Co do populacji kurew, nie wiem, skąd się to wzięło... od kilku już lat autora tekstu znaleźć nie mogę.
Pozdrawiam, Grzesiek

Użytkownik Grzegorz Daszuta edytował ten post 13 marzec 2008 - 14:35


#43 ~sceptyk~

~sceptyk~
  • Goście

Napisano 14 marzec 2008 - 10:09

***
to są oryginalne zapiski parafialnego 'psałomszczika', który jako kolejny autor prowadził kronikę parafialną - te dotyczące dyslokacji wojsk rosyjskich. Co do populacji kurew, nie wiem, skąd się to wzięło... od kilku już lat autora tekstu znaleźć nie mogę.
Pozdrawiam, Grzesiek

toteż ja nie kwestionuję. Dziwi nmnie tylko, że zaraz po rozpoczęciu wojny z Warszawy ściągnięto tu sołdatow. No, ale Ruskie ciągnęli wtedy na Prusy Wschodnie, gdzie zresztą zebrali straszne cięgi (bitwa pod Tannenbergiem), bo dali się pobić na raty mniejszym siłom pruskim. Ponoć do dziś nie znaleziono skarbu ruskiej 2 Armii dowodzonej przez Samsonowa (który zresztą palnął sobie w łeb). No, ale to już zupełnie inna historia.

#44 Grzegorz Daszuta

Grzegorz Daszuta

    Dziennikarz

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPip
  • 199 postów

Napisano 14 marzec 2008 - 11:27

to sobie przeczytaj ten fragment zapisków 'psałomszczika' uważnie: w lipcu 1914 roku Rosja wypowiedziała wojnę Awtstro-Giermanii, a główne zagrożenie upatrywano w wojskach niemieckich stacjonujących w Prusach Wschodnich.

#45 ~sceptyk~

~sceptyk~
  • Goście

Napisano 14 marzec 2008 - 12:08

to sobie przeczytaj ten fragment zapisków 'psałomszczika' uważnie: w lipcu 1914 roku Rosja wypowiedziała wojnę Awtstro-Giermanii, a główne zagrożenie upatrywano w wojskach niemieckich stacjonujących w Prusach Wschodnich.

A co ja napisałem? Że szło wtedy wojsko carskie spode Lomży i Wilna w kierunku Prus Wschodnich. Niejaki Paweł Rennenkampf (niemieckie nazwisko, ale rosyjski gienierał) zamarudził po pierwszych sukcesach, a niemcy to wykorzystali. Jak się dorzuci do tego kiepską jakość dowodzenia w armii rosyjskiej, to klęskę mamy murowaną. Tym sposobem w 1915 roku Sokółka przestała być miasteczkiem jego wieliczietswa.

#46 ~TRAK~

~TRAK~
  • Goście

Napisano 14 marzec 2008 - 17:38

A co ja napisałem? Że szło wtedy wojsko carskie spode Lomży i Wilna w kierunku Prus Wschodnich. Niejaki Paweł Rennenkampf (niemieckie nazwisko, ale rosyjski gienierał) zamarudził po pierwszych sukcesach, a niemcy to wykorzystali. Jak się dorzuci do tego kiepską jakość dowodzenia w armii rosyjskiej, to klęskę mamy murowaną. Tym sposobem w 1915 roku Sokółka przestała być miasteczkiem jego wieliczietswa.

PROSIMY O JESZCZE

#47 Grzegorz Daszuta

Grzegorz Daszuta

    Dziennikarz

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPip
  • 199 postów

Napisano 14 marzec 2008 - 23:22

mnie się symptomatyczny wydaje i ciekawy inny fragment zapisków anonimowego 'psałomszczika':
"Jak wynika z dokumentów Sądu Ziemskiego, w 1837 roku w mieście i powiecie liczono prawosławnych 135 dusz męskich i szesnaście żeńskich, a mianowicie: wojskowych sztabs- i ober-oficerów - 7 mężczyzn i 3 kobiety; niższego stopnia 117 mężczyzn i 7 kobiet; szlachty 3 mężczyzn, włościan 2 mężczyzn (...) Takie były istniejące wówczas siły nowej parafii. Wśród miejscowej, dość licznej administracji, Rosjan nie było".

#48 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 14 marzec 2008 - 23:41

mnie się symptomatyczny wydaje i ciekawy inny fragment zapisków anonimowego 'psałomszczika':
"Jak wynika z dokumentów Sądu Ziemskiego, w 1837 roku w mieście i powiecie liczono prawosławnych 135 dusz męskich i szesnaście żeńskich, a mianowicie: wojskowych sztabs- i ober-oficerów - 7 mężczyzn i 3 kobiety; niższego stopnia 117 mężczyzn i 7 kobiet; szlachty 3 mężczyzn, włościan 2 mężczyzn (...) Takie były istniejące wówczas siły nowej parafii. Wśród miejscowej, dość licznej administracji, Rosjan nie było".

kim byli ci prawosławni? Polakami, Białorusinami?
A katolicy? Jaka była liczebność? Kto był gospodarzem, a kto napływowym? czyli ciekawe tematy na monografię. Chętnie bym poczytał. :rolleyes:

#49 ~vice~

~vice~
  • Goście

Napisano 15 marzec 2008 - 00:17

kim byli ci prawosławni? Polakami, Białorusinami?
A katolicy? Jaka była liczebność? Kto był gospodarzem, a kto napływowym? czyli ciekawe tematy na monografię. Chętnie bym poczytał. :rolleyes:

Prawosławni byli Rosjanami. Katolicy w większości - Białorusinami (w obecnym znaczeniu).

#50 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 15 marzec 2008 - 00:31

Znalazłem taki artykół dotyczący sokólszczyzny przed 100 laty około:

Białorusini Sokó1szczyzny - gdzież są ?

Co buduje świadomość narodową, poczucie związku i przynależności do jakiegos narodu ? Socjologowie i inni specjaliści spierają się o samą definicją, cechy i wnioski. Niemal zawsze jednak wyplywa kwestia języka jako fundamentu tożsamości.
Czy język polski jako domowy, używany na co dzien, wystarczy, by czuć się Polakiem ? I w drugą stronę – czy białoruski czyni z kogokolwiek Białorusinem ? Odpowiedzi na to drugie pytanie szukać moża, sledząc losy niemalej grupy mieszkanców Białostocczyzny, umownie zwanej Białorusinami Sokólszczyzny, która - pozostając wyznawcami rzymskiego katolicyzmu - do niedawna powszechnie, teraz sladowo, posluguje się w swoim srodowisku na co dzien językiem nazywanym przez siebie "prostym", w rzeczywistości będącym gwarą języka białoruskiego.
Zamieszkuje ona dość zwarcie powiat sokólski, wschodnie krance powiatu monieckiego, w gminach Jasionówka, Jaświly i Knyszyn, poludniową częsć powiatu augustowskiego, zwłaszcza w gminach Lipsk i Sztabin, większą częsć powiatu białostockiego. Jej liczebność szacuje się na 150 - 200 tysięcy. Szacuje się, bo nikt nigdy nie poświęcil jej większej uwagi, nie objęto badaniami, nie podjęto zadnych działan, sluzących zachowaniu odrębności. Rozmywała się więc w minionym stuleciu blyskawicznie, popychana dodatkowo w jedynym slusznym narodowo kierunku przez
duchowienstwo, zgodnie z utrwalonym juz na początku xx wieku stereotypem, wiązącym wyznanie z narodowością. - Chodzicie do kościoła, a zatem jesteście Polakami. Ruscy to ci, którzy chodzą do cerkwi. Mowicie językiem chlopskim, nauczcie się więc tego, którym mowią ludzie kulturalni - slyszeli.
A jednak wyrosła między nimi grupa osob, która usilowała rozbudzic wsród okolicznych mieszkańców białoruską świadomość narodową, starannie wyksztalconych, samodzielnie myślących, tworczych i odwaznych.
Zaliczyc do niej trzeba Franciszka Hryszkiewicza z Suchowoli, poetę i tlumacza, absolwenta gimnazjum białoruskiego w Wilnie (w 1926 roku), a w latach niemieckiej okupacji jego dyrektora.
Z Nowego Dworu wywodzilo się kilku przedstawicieli rodu Hrynkiewiczow. Ksiądz Franciszek Hrynkiewicz własną białoruskość uświadomil sobie w wilenskim seminarium duchownym. Po powrocie ze studiów teologicznych zalozyl Grodzienskie Kolo Mlodzieży Białoruskiej (białoruski skrot HHBM), pierwszą; w tym mieście organizację białoruską prowadzącą działalność wydawniczą organizującą odczyty i spotkania artystyczne. W tym kręgu wychowalo się wielu pomiejszych działaczy białoruskich "z Sokólszczyzny" (m.in. publicysta Władysław Kozlowski z Zalesia kolo Sokólki, lekarz Bolesław Grabinski z Wrońszczyzny kolo Dąbrowy Białostockiej, Adam Byczkowski z folwarku Toloczki, Jan Lewkowicz ze wsi Bity Kamien), choc ks. Franciszek w niepodleglej Polsce zarzucil jakąkolwiek działalność obok pracy lekarskiej i badawczej pochlonięty działalnością publicystyczną w prasie białoruskiej (i nie tylko). Lekarzem był także inny Stanisław Hrynkiewicz z Nowego Dworu, działający aktywnie w ruchu białoruskim w latach studenckich, a potem na emigracji w Stanach Zjednoczonych. Działaczem Białoruskiej Chrześcijanskiej Demokracji, korespondentem pism białoruskich i autorem wielu prac dotyczących problematyki białoruskiej był Dominik Anisko ze Slojnik kolo Sokólki. W swoich opublikowanych na emigracji wspomnieniach Boiym sz/iacham (Bożym szlakiem) pisal: Kończyłem Miejską Szkołę w Sokólce w 1906 roku. Jeszcze przed tym czasem począlem dochodzic do białoruskiej świadomości narodowej. Bo tu u nas jeszcze jej nie było. Katolików nazywano "polskimi", a prawosławnych „ruskimi”. Pewnego razu gdy byłem w Grodnie, przechodząc po ulicy Sobornej spostrzeglem w oknie polskiej księgarni "Dutkę Białoruską" (…) to była dla mnie pierwsza białoruska książka! Przedmowa do tej książki bardzo mnie poruszyła i umocowała w przekonaniu, że jestem Białorusinem.
Listę mozna ciągnąc, ale niezbyt dlugo. Kazda z tych postaci nie tylko sama świadomie wybrała opcję białoruską, ale usilowała tę ideę zaszczepic w otoczeniu. Wszyscy poniesli klęskę.
Jeden z publicystów, nawiązując do wypowiedzianych w latach 30. s1ów Stanisława Hrynkiewicza, iz Sokólszczyzna wciąż czeka, niczym zaczarowana królewna, swojego czasu i slowa, które zbudzi ją do pelnego zycia, dodal, ze pocalunek nacjonalizmu przyszedl do niej ze strony polskiego księcia.

#51 Grzegorz Daszuta

Grzegorz Daszuta

    Dziennikarz

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPip
  • 199 postów

Napisano 15 marzec 2008 - 01:12

Znalazłem taki artykół dotyczący sokólszczyzny przed 100 laty około:

Białorusini Sokó1szczyzny - gdzież są ?

Co buduje świadomość narodową, poczucie związku i przynależności do jakiegos narodu ? Socjologowie i inni specjaliści spierają się o samą definicją, cechy i wnioski. Niemal zawsze jednak wyplywa kwestia języka jako fundamentu tożsamości.
Czy język polski jako domowy, używany na co dzien, wystarczy, by czuć się Polakiem ? I w drugą stronę – czy białoruski czyni z kogokolwiek Białorusinem ? Odpowiedzi na to drugie pytanie szukać moża, sledząc losy niemalej grupy mieszkanców Białostocczyzny, umownie zwanej Białorusinami Sokólszczyzny, która - pozostając wyznawcami rzymskiego katolicyzmu - do niedawna powszechnie, teraz sladowo, posluguje się w swoim srodowisku na co dzien językiem nazywanym przez siebie "prostym", w rzeczywistości będącym gwarą języka białoruskiego.
Zamieszkuje ona dość zwarcie powiat sokólski, wschodnie krance powiatu monieckiego, w gminach Jasionówka, Jaświly i Knyszyn, poludniową częsć powiatu augustowskiego, zwłaszcza w gminach Lipsk i Sztabin, większą częsć powiatu białostockiego. Jej liczebność szacuje się na 150 - 200 tysięcy. Szacuje się, bo nikt nigdy nie poświęcil jej większej uwagi, nie objęto badaniami, nie podjęto zadnych działan, sluzących zachowaniu odrębności. Rozmywała się więc w minionym stuleciu blyskawicznie, popychana dodatkowo w jedynym slusznym narodowo kierunku przez
duchowienstwo, zgodnie z utrwalonym juz na początku xx wieku stereotypem, wiązącym wyznanie z narodowością. - Chodzicie do kościoła, a zatem jesteście Polakami. Ruscy to ci, którzy chodzą do cerkwi. Mowicie językiem chlopskim, nauczcie się więc tego, którym mowią ludzie kulturalni - slyszeli.
A jednak wyrosła między nimi grupa osob, która usilowała rozbudzic wsród okolicznych mieszkańców białoruską świadomość narodową, starannie wyksztalconych, samodzielnie myślących, tworczych i odwaznych.
Zaliczyc do niej trzeba Franciszka Hryszkiewicza z Suchowoli, poetę i tlumacza, absolwenta gimnazjum białoruskiego w Wilnie (w 1926 roku), a w latach niemieckiej okupacji jego dyrektora.
Z Nowego Dworu wywodzilo się kilku przedstawicieli rodu Hrynkiewiczow. Ksiądz Franciszek Hrynkiewicz własną białoruskość uświadomil sobie w wilenskim seminarium duchownym. Po powrocie ze studiów teologicznych zalozyl Grodzienskie Kolo Mlodzieży Białoruskiej (białoruski skrot HHBM), pierwszą; w tym mieście organizację białoruską prowadzącą działalność wydawniczą organizującą odczyty i spotkania artystyczne. W tym kręgu wychowalo się wielu pomiejszych działaczy białoruskich "z Sokólszczyzny" (m.in. publicysta Władysław Kozlowski z Zalesia kolo Sokólki, lekarz Bolesław Grabinski z Wrońszczyzny kolo Dąbrowy Białostockiej, Adam Byczkowski z folwarku Toloczki, Jan Lewkowicz ze wsi Bity Kamien), choc ks. Franciszek w niepodleglej Polsce zarzucil jakąkolwiek działalność obok pracy lekarskiej i badawczej pochlonięty działalnością publicystyczną w prasie białoruskiej (i nie tylko). Lekarzem był także inny Stanisław Hrynkiewicz z Nowego Dworu, działający aktywnie w ruchu białoruskim w latach studenckich, a potem na emigracji w Stanach Zjednoczonych. Działaczem Białoruskiej Chrześcijanskiej Demokracji, korespondentem pism białoruskich i autorem wielu prac dotyczących problematyki białoruskiej był Dominik Anisko ze Slojnik kolo Sokólki. W swoich opublikowanych na emigracji wspomnieniach Boiym sz/iacham (Bożym szlakiem) pisal: Kończyłem Miejską Szkołę w Sokólce w 1906 roku. Jeszcze przed tym czasem począlem dochodzic do białoruskiej świadomości narodowej. Bo tu u nas jeszcze jej nie było. Katolików nazywano "polskimi", a prawosławnych „ruskimi”. Pewnego razu gdy byłem w Grodnie, przechodząc po ulicy Sobornej spostrzeglem w oknie polskiej księgarni "Dutkę Białoruską" (…) to była dla mnie pierwsza białoruska książka! Przedmowa do tej książki bardzo mnie poruszyła i umocowała w przekonaniu, że jestem Białorusinem.
Listę mozna ciągnąc, ale niezbyt dlugo. Kazda z tych postaci nie tylko sama świadomie wybrała opcję białoruską, ale usilowała tę ideę zaszczepic w otoczeniu. Wszyscy poniesli klęskę.
Jeden z publicystów, nawiązując do wypowiedzianych w latach 30. s1ów Stanisława Hrynkiewicza, iz Sokólszczyzna wciąż czeka, niczym zaczarowana królewna, swojego czasu i slowa, które zbudzi ją do pelnego zycia, dodal, ze pocalunek nacjonalizmu przyszedl do niej ze strony polskiego księcia.

***
Ja bym tego aż tak ostro nie widział, bo moi dziadkowie z Kuźnicy mówili między sobą "po prostemu", ale już do dzieci i wnuków w bardzo poprawnym języku polskim. I jakby ktoś mojego dziadka Józefa o białoruskość pomówić próbował, to by mógł skończyć z broną w plecach, albo i kieratem :) O lokalnych gwarach i różnicach między nimi pracę (doktorską - zdaje się) napisał Boguś Nowowiejski.
W oczywisty sposób polskość labilnego w poczuciu narodowości terenu wzmacniało funkcjonowanie kościoła katolickiego, ale bym nie przeceniał tego czynnika. Bo jeszcze w latach 60-tych ub.w. w Kuźnicy większość dzieciaków mówiła między sobą też "po prostemu", potem, w miarę nasycania wiejskich także domów telewizorami, zwyczaj używania lokalnej gwary zanikał w tempie niesamowitym. Nad czym bardzo boleję...
"Ηет народа без языка" pisali kiedyś (na początku lat 90-tych) na ulotkach grodzieńscy inicjatorzy powstania Towarzystwa im Adama Mickiewicza i coś w tym chyba jest
Pozdrawiam, Grzesiek

#52 ~English teacher~

~English teacher~
  • Goście

Napisano 15 marzec 2008 - 08:40

***
Ja bym tego aż tak ostro nie widział, bo moi dziadkowie z Kuźnicy mówili między sobą "po prostemu", ale już do dzieci i wnuków w bardzo poprawnym języku polskim. I jakby ktoś mojego dziadka Józefa o białoruskość pomówić próbował, to by mógł skończyć z broną w plecach, albo i kieratem :) O lokalnych gwarach i różnicach między nimi pracę (doktorską - zdaje się) napisał Boguś Nowowiejski.
W oczywisty sposób polskość labilnego w poczuciu narodowości terenu wzmacniało funkcjonowanie kościoła katolickiego, ale bym nie przeceniał tego czynnika. Bo jeszcze w latach 60-tych ub.w. w Kuźnicy większość dzieciaków mówiła między sobą też "po prostemu", potem, w miarę nasycania wiejskich także domów telewizorami, zwyczaj używania lokalnej gwary zanikał w tempie niesamowitym. Nad czym bardzo boleję...
"Ηет народа без языка" pisali kiedyś (na początku lat 90-tych) na ulotkach grodzieńscy inicjatorzy powstania Towarzystwa im Adama Mickiewicza i coś w tym chyba jest
Pozdrawiam, Grzesiek

Ale w tym artykóle nie ma "ostrego" spojrzenia. Raczej obiektywne. Ludność w swej masie pochodzenia białoruskiego nigdy nie wykształciła świadomości narodowej białoruskiej. Sam wiesz, że do dziś na wsiach (i w miastach nawet) język białoruski jest używany. Coraz rzadziej. Rosjanie w czasie zaborów całkowicie zabraniali rozwoju języka białoruskiego. Natomiast kultura polska nie miała takiej bariery. Ten język "prosty" wcale taki "prosty" nie jest - jest najbardziej zbliżony do literackiego języka białoruskiego spośród wszystkich gwar białoruskich. (języka do czasu sowieckiej reformy języka białoruskiego mającego pomóc rusyfikacji.) Polską świadomość narodową zaszczepił na sokólszczyźnie Kościól Katolicki. Szczególnie wyższe duchowieństwo, które w latach 20-stych miejscowych księży, którzy byli skłonni nauczać po białorusku odesłała hen w Polskę a na ich miejszce przybyli żarliwi Polacy z centralnej polski. No i aparat państwa polskiego. Popytaj starszych ludzi, jak grzmocili ich nauczyciele po łapach i nie tylko za gadanie w szkole po białorusku - nawet na przerwach czy po lekcjach. Po wojnie na sokólszczyźnie nie utworzono szkół z białoruskim językiem. Powód - tutejsza gwara była niemal identyczna z literackim białoruskim a to mogłoby dać do myślenia ludziom. No i Kościół patrzył nie przychylnie.
Na terenie powiatu sokólskiego w ciągu 100 lat dokonała się całkowita polonizacja. Podobnie jak np na mazurach - tam o jakieś 50 lat wcześniej. Tamtejsi polacy też stanowili czasem 90% ludności ale działania Kościoła Protestanckiego i państwa niemieckiego spowodowały, że już w czsie II wojny ludzie tam czuli się Niemcami choć wszyscy prawie znali polski.
Czytałem ciekawe opracowania na temat gwar białostocczyzny. Na terenie powiatu sokólskiego wyróżniono tylko gwary białoruskie i żadnej polskiej.
Popatrz też na kultutę materialną - nie znajdziesz niczego wspólnego z sąsiednimi ziemiami na zachód. Za to wszystko podobne jest daleko na wschód.

#53 Grzegorz Daszuta

Grzegorz Daszuta

    Dziennikarz

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPip
  • 199 postów

Napisano 15 marzec 2008 - 11:50

Ale w tym artykóle nie ma "ostrego" spojrzenia. Raczej obiektywne. Ludność w swej masie pochodzenia białoruskiego nigdy nie wykształciła świadomości narodowej białoruskiej. Sam wiesz, że do dziś na wsiach (i w miastach nawet) język białoruski jest używany. Coraz rzadziej. Rosjanie w czasie zaborów całkowicie zabraniali rozwoju języka białoruskiego. Natomiast kultura polska nie miała takiej bariery. Ten język "prosty" wcale taki "prosty" nie jest - jest najbardziej zbliżony do literackiego języka białoruskiego spośród wszystkich gwar białoruskich. (języka do czasu sowieckiej reformy języka białoruskiego mającego pomóc rusyfikacji.) Polską świadomość narodową zaszczepił na sokólszczyźnie Kościól Katolicki. Szczególnie wyższe duchowieństwo, które w latach 20-stych miejscowych księży, którzy byli skłonni nauczać po białorusku odesłała hen w Polskę a na ich miejszce przybyli żarliwi Polacy z centralnej polski. No i aparat państwa polskiego. Popytaj starszych ludzi, jak grzmocili ich nauczyciele po łapach i nie tylko za gadanie w szkole po białorusku - nawet na przerwach czy po lekcjach. Po wojnie na sokólszczyźnie nie utworzono szkół z białoruskim językiem. Powód - tutejsza gwara była niemal identyczna z literackim białoruskim a to mogłoby dać do myślenia ludziom. No i Kościół patrzył nie przychylnie.
Na terenie powiatu sokólskiego w ciągu 100 lat dokonała się całkowita polonizacja. Podobnie jak np na mazurach - tam o jakieś 50 lat wcześniej. Tamtejsi polacy też stanowili czasem 90% ludności ale działania Kościoła Protestanckiego i państwa niemieckiego spowodowały, że już w czsie II wojny ludzie tam czuli się Niemcami choć wszyscy prawie znali polski.
Czytałem ciekawe opracowania na temat gwar białostocczyzny. Na terenie powiatu sokólskiego wyróżniono tylko gwary białoruskie i żadnej polskiej.
Popatrz też na kultutę materialną - nie znajdziesz niczego wspólnego z sąsiednimi ziemiami na zachód. Za to wszystko podobne jest daleko na wschód.

***
całkiem nie rozumiem, co by miało znaczyć "pochodzenie białoruskie", gen to jakiś niezidentyfikowany, czy co???
Przed kilkunastu laty jeszcze w Kuźnicy mieszkała p. Jadwiga Kutuniowa, którą tak nazywali po sprostowaniu francuskiego nazwiska Codogne. Rodzina Żynelów z Sokólki w sposób oczywisty pochodzi od jakiegoś marudera, który tu pozostał po wielkim rajdzie Napoleona na Moskwę; moje nazwisko Sokrat Janowicz w książce "Białoruś, Białoruś..." określił jako przepyszne nazwisko żmudzińsko-litewskie, a Jusuf hadżi Konopacki jest miszungiem polsko-tatarsko-bośniackim.
Aaa... o Martensach bym zapomniał, niewątpliwie wyjątkowo czystych genetycznie Białorusinach...
I co z tego?
I gdzie tu ku.r.w.a te dominujące jakoby geny białoruskie???

Użytkownik Grzegorz Daszuta edytował ten post 15 marzec 2008 - 11:55


#54 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 15 marzec 2008 - 20:06

***
całkiem nie rozumiem, co by miało znaczyć "pochodzenie białoruskie", gen to jakiś niezidentyfikowany, czy co???
Przed kilkunastu laty jeszcze w Kuźnicy mieszkała p. Jadwiga Kutuniowa, którą tak nazywali po sprostowaniu francuskiego nazwiska Codogne. Rodzina Żynelów z Sokólki w sposób oczywisty pochodzi od jakiegoś marudera, który tu pozostał po wielkim rajdzie Napoleona na Moskwę; moje nazwisko Sokrat Janowicz w książce "Białoruś, Białoruś..." określił jako przepyszne nazwisko żmudzińsko-litewskie, a Jusuf hadżi Konopacki jest miszungiem polsko-tatarsko-bośniackim.
Aaa... o Martensach bym zapomniał, niewątpliwie wyjątkowo czystych genetycznie Białorusinach...
I co z tego?
I gdzie tu ku.r.w.a te dominujące jakoby geny białoruskie???

Nie denerwuj się ! Nawet jeśli masz pochodzenie białoruskie czy litewslie to nie ma znaczenia - przynajmniej dla mnie.
Przytoczyłeś tu tylko kilka potencjalnych przypadków obcego pochodzenia. Jest ich dużo więcej np. Szkoci osiedleni w okolicy Sidry, wspowniani Tatarzy, Rosjanie, Niemcy, Polacy, Jaćwięgowie, Litwini. To ludy, których geny mógłbyś znaleźć na sokólszczyźnie. I nazwiska charakterystyczne dla nich też. Chodziło mi o to, że powiat sokólski po pokonaniu Jaćwięgów był zasiedlony ze wschodu ludnoscia białoruską z pewna domieszka litewską. Wchłonęli oni resztkę ludności jaćwieskiej. I na kilkaset lat język białoruski zapanował na tym terenie. I to nie o wspomniane wyjątki mi chodziło, ale o ludność i kultutę dominujacą przez setki lat. Nic nie jest wieczne, lecz historii nie zmienisz. Choć trzeba przyznać, że ta karta historii sokólszczyzny jest skrzętnie przemilczana. Dziwne to. Czy wstyd mieć białoruskie pochodzenie ?

#55 Grzegorz Daszuta

Grzegorz Daszuta

    Dziennikarz

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPip
  • 199 postów

Napisano 15 marzec 2008 - 22:08

Nie denerwuj się ! Nawet jeśli masz pochodzenie białoruskie czy litewslie to nie ma znaczenia - przynajmniej dla mnie.
Przytoczyłeś tu tylko kilka potencjalnych przypadków obcego pochodzenia. Jest ich dużo więcej np. Szkoci osiedleni w okolicy Sidry, wspowniani Tatarzy, Rosjanie, Niemcy, Polacy, Jaćwięgowie, Litwini. To ludy, których geny mógłbyś znaleźć na sokólszczyźnie. I nazwiska charakterystyczne dla nich też. Chodziło mi o to, że powiat sokólski po pokonaniu Jaćwięgów był zasiedlony ze wschodu ludnoscia białoruską z pewna domieszka litewską. Wchłonęli oni resztkę ludności jaćwieskiej. I na kilkaset lat język białoruski zapanował na tym terenie. I to nie o wspomniane wyjątki mi chodziło, ale o ludność i kultutę dominujacą przez setki lat. Nic nie jest wieczne, lecz historii nie zmienisz. Choć trzeba przyznać, że ta karta historii sokólszczyzny jest skrzętnie przemilczana. Dziwne to. Czy wstyd mieć białoruskie pochodzenie ?

***
1-sze: nigdy nie miałem problemów z moją tożsamością narodową;
2-gie: w kwestii języka poczytaj sobie pracę doktorską prof. Bogusława Nowowiejskiego, w której wskazuje on, jak się różniły lokalne gwary nawet w sąsiadujących ze sobą wsiach (dotyczyło to np. nazewnictwa podstawowych narzędzi rolniczych). To jak tu mówić o JĘZYKU, jako pewnej skodyfikowanej formie komunikacji pomiędzy ludźmi?
Za jednego z najważniejszych OJCÓW JĘZYKA BIAŁORUSKIEGO przyjmowany jest Sokrat Janowicz, absolwent polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, dziś ideologiczny mieszkaniec Krynek. Złośliwcy różni mówią, że p. Sokrat książki swoje pisuje po polsku, a potem je pracowicie na białoruski przekłada :).
Mnie się zdarzało bywać w kilku redakcjach w Grodnie i Mińsku, w których w powszechnym użytku słowniki języka białoruskiego były...
W kilku redakcjach w Polsce też pracowałem, ale w nich raczej nie występowała potrzeba korzystania ze słowników, a i knotów językowych raczej nie wypuszczaliśmy.
3-cie: natomiast manie białoruskiego, czy jakiekolwiek innego pochodzenia etnicznego nie jest dla mnie niczym dziwnym. Nie jest ani powodem do wstydu, ani do szczycenia się. Bardzo cenię sobie za to ludzi, którzy uważają za ważne dokumentowanie historii społeczności, z jaką się identyfikują.
4-te: teren Sokólszczyzny zamieszkiwali Jadźwingowie, albo Jaćwingowie, a nie Jaćwięgowie.
A poza tym pozdrawiam jak zwykle, Grzesiek

Użytkownik Grzegorz Daszuta edytował ten post 15 marzec 2008 - 23:14


#56 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 15 marzec 2008 - 23:14

***
1-sze: nigdy nie miałem problemów z moją tożsamością narodową;
2-gie: w kwestii języka poczytaj sobie pracę doktorską prof. Bogusława Nowowiejskiego, w której wskazuje on, jak się różniły lokalne gwary nawet w sąsiadujących ze sobą wsiach (dotyczyło to np. nazewnictwa podstawowych narzędzi rolniczych). To jak tu mówić o JĘZYKU, jako pewnej skodyfikowanej formy komunikacji pomiędzy ludźmi.
Za jednego z najważniejszych OJCÓW JĘZYKA BIAŁORUSKIEGO przyjmowany jest Sokrat Janowicz, absolwent polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, dziś ideologiczny mieszkaniec Krynek. Złośliwcy różni mówią, że p. Sokrat książki swoje pisuje po polsku, a potem je pracowicie na białoruski przekłada :).
Mnie się zdarzało bywać w kilku redakcjach w Grodnie i Mińsku, w których w powszechnym użytku słowniki języka białoruskiego były...
W kilku redakcjach w Polsce też pracowałem, ale w nich raczej nie występowała potrzeba korzystania ze słowników, a i knotów językowych raczej nie wypuszczaliśmy.
3-cie: natomiast manie białoruskiego, czy jakiekolwiek innego pochodzenia etnicznego nie jest dla mnie niczym dziwnym. Nie jest ani powodem do wstydu, ani do szczycenia się. Bardzo cenię sobie za to ludzi, którzy uważają za ważne dokumentowanie historii społeczności, z jaką się identyfikują.
4-te: teren Sokólszczyzny zamieszkiwali Jadźwingowie, albo Jaćwingowie, a nie Jaćwięgowie.
A poza tym pozdrawiam jak zwykle, Grzesiek

1-sze: nigdy nie miałem problemów z moją tożsamością narodową;

Odp.: A ja tego wcale nie twierdzę. Znałem kiedyś człowiek o nazwisku zakończonym na -ski, który na pewnym etapie życia stwierdził, że jest Niemcem. I nie było siły - czuł się Niemcem i koniec. A jeśli tak, to należy stwierdzic, że jest Niemcem.

2-gie: w kwestii języka poczytaj sobie pracę doktorską prof. Bogusława Nowowiejskiego, w której wskazuje on, jak się różniły lokalne gwary nawet w sąsiadujących ze sobą wsiach (dotyczyło to np. nazewnictwa podstawowych narzędzi rolniczych). To jak tu mówić o JĘZYKU, jako pewnej skodyfikowanej formy komunikacji pomiędzy ludźmi.

Odp.: To prawda. Różne są dialekty i gwary. W sytuacji, gdy nie było nauczania języka literackiego jako jednego wspólnego dla wszystkich - wykształciły się lokalne nazwy nawet podstawowych narzedzi. Tak się dzieje wsród różnych ludów i dzisiaj. Nie mniej jednak język, pomimo rożnej wymowy czy pewnych różnic regionalnych na sokólszczyżnie nalezał do grupy językowej białoruskiej. A raczej nadal nalezy - pojedż na wieś i posłuchaj.

Za jednego z najważniejszych OJCÓW JĘZYKA BIAŁORUSKIEGO przyjmowany jest Sokrat Janowicz, absolwent polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, dziś ideologiczny mieszkaniec Krynek. Złośliwcy różni mówią, że p. Sokrat książki swoje pisuje po polsku, a potem je pracowicie na białoruski przekłada :).

Odp.: A to słyszałem. Janowicz to dementuje więc kazdy wierzy komu chce. :) Le ojcem języka białoruskiego to on nie jest. Raczej synem. :)

Mnie się zdarzało bywać w kilku redakcjach w Grodnie i Mińsku, w których w powszechnym użytku słowniki języka białoruskiego były...
W kilku redakcjach w Polsce też pracowałem, ale w nich raczej nie występowała potrzeba korzystania ze słowników, a i knotów językowych raczej nie wypuszczaliśmy.

Odp.: W to wierzę. Białoruski nigdy nie miał szczęścia być językiem dominującym. Nawet w teoretrycznie wolnej Białorusi. Białorusini w ZSRR byli wychowywani po rosyjsku tak jak w Polsce po polsku. To samo tam co tu (na sokólszczyżnie). Młodzi nie chcą używać (a nawet znać) białoruskiego.

3-cie: natomiast manie białoruskiego, czy jakiekolwiek innego pochodzenia etnicznego nie jest dla mnie niczym dziwnym. Nie jest ani powodem do wstydu, ani do szczycenia się. Bardzo cenię sobie za to ludzi, którzy uważają za ważne dokumentowanie historii społeczności, z jaką się identyfikują.

Odp.: Ciekawe czy piszesz prawdę, że tak uważasz ? Zdecydowana większość ludzi twierdzi odwrotnie - lekceważąco wyrażają się o "ruskich" jako niższej kaście ludzi. To ma długą tradycję utrwalaną przez Kościół. Wszyscy we wsi mówili po białorusku ale uważali się za Polaków - wyżej stojących cywilizacyjnie z racji przynależności do kultury łacińskiej. Bycie "ruskim" stawiaiało w niższym rzędzie. No i ksiądz by nie dał rozgrzeszenia - tak było. I takie powody legły min. u podstaw wykształcenia świadomości narodowej polskiej pomimo używania języka białoruskiego jako ojczystego i trwania białoruskiej kultury materialnej. Nikt nie chce należeć do "prostaków" ( to ci co mówią "po prostu").

4-te: teren Sokólszczyzny zamieszkiwali Jadźwingowie, albo Jaćwingowie, a nie Jaćwięgowie.

Odp.: Ostatnio przyjmuje się jako poprawną nazwę Jaćwięgowie. Nazwa ta jest przejęta z języka białoruskiego "jaćwiahi" więc to kwestia tłumaczenia czy transkrypcji lub wymowy.

A poza tym pozdrawiam jak zwykle, Grzesiek

Odp.: Ja Ciebie też pozdrawiam. Jako jedyny oprócz mnie zabierasz głos w tej dyskusji ( i to kulturalnie i rzeczowo). To też jest symptomatyczne. :) Ten temat był, jest i będzie bardzo niepopularny. Oczywiście na sokólszczyźnie.
Ostatnie padła sprawa monografii. Idę o zakład, że nic byś w niej nie znalazł na temat białoruski w jakimkolwiek kontekście. Może nawet by nie wspomniano o języku staro-białoruskim w akcie nadania praw miejskich Sokółce.
Prowadzę amatorskie "badania" tych zagadnień. Zgromadziłem sporo literatury. Jest ona niskonakładowa. Czy ty coś ciekawego posiadasz ? Chodzi o sprawy etniczne, językowe, nazewnictwo itp.
Przyznam, że uświadomienie białoruskiego pochodzenia ludności na sokólszczyźnie bardzo mnie zmartwiło, bo dotyczy mnie i mojej rodziny. Tak było ! Obecnie uważam się za pasjonata tematu i go zgłębiam. Jestem w stanie życ z tą świadomością. :)

#57 Grzegorz Daszuta

Grzegorz Daszuta

    Dziennikarz

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPip
  • 199 postów

Napisano 15 marzec 2008 - 23:50

1-sze: nigdy nie miałem problemów z moją tożsamością narodową;

Odp.: A ja tego wcale nie twierdzę. Znałem kiedyś człowiek o nazwisku zakończonym na -ski, który na pewnym etapie życia stwierdził, że jest Niemcem. I nie było siły - czuł się Niemcem i koniec. A jeśli tak, to należy stwierdzic, że jest Niemcem.

2-gie: w kwestii języka poczytaj sobie pracę doktorską prof. Bogusława Nowowiejskiego, w której wskazuje on, jak się różniły lokalne gwary nawet w sąsiadujących ze sobą wsiach (dotyczyło to np. nazewnictwa podstawowych narzędzi rolniczych). To jak tu mówić o JĘZYKU, jako pewnej skodyfikowanej formy komunikacji pomiędzy ludźmi.

Odp.: To prawda. Różne są dialekty i gwary. W sytuacji, gdy nie było nauczania języka literackiego jako jednego wspólnego dla wszystkich - wykształciły się lokalne nazwy nawet podstawowych narzedzi. Tak się dzieje wsród różnych ludów i dzisiaj. Nie mniej jednak język, pomimo rożnej wymowy czy pewnych różnic regionalnych na sokólszczyżnie nalezał do grupy językowej białoruskiej. A raczej nadal nalezy - pojedż na wieś i posłuchaj.

Za jednego z najważniejszych OJCÓW JĘZYKA BIAŁORUSKIEGO przyjmowany jest Sokrat Janowicz, absolwent polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, dziś ideologiczny mieszkaniec Krynek. Złośliwcy różni mówią, że p. Sokrat książki swoje pisuje po polsku, a potem je pracowicie na białoruski przekłada :).

Odp.: A to słyszałem. Janowicz to dementuje więc kazdy wierzy komu chce. :) Le ojcem języka białoruskiego to on nie jest. Raczej synem. :)

Mnie się zdarzało bywać w kilku redakcjach w Grodnie i Mińsku, w których w powszechnym użytku słowniki języka białoruskiego były...
W kilku redakcjach w Polsce też pracowałem, ale w nich raczej nie występowała potrzeba korzystania ze słowników, a i knotów językowych raczej nie wypuszczaliśmy.

Odp.: W to wierzę. Białoruski nigdy nie miał szczęścia być językiem dominującym. Nawet w teoretrycznie wolnej Białorusi. Białorusini w ZSRR byli wychowywani po rosyjsku tak jak w Polsce po polsku. To samo tam co tu (na sokólszczyżnie). Młodzi nie chcą używać (a nawet znać) białoruskiego.

3-cie: natomiast manie białoruskiego, czy jakiekolwiek innego pochodzenia etnicznego nie jest dla mnie niczym dziwnym. Nie jest ani powodem do wstydu, ani do szczycenia się. Bardzo cenię sobie za to ludzi, którzy uważają za ważne dokumentowanie historii społeczności, z jaką się identyfikują.

Odp.: Ciekawe czy piszesz prawdę, że tak uważasz ? Zdecydowana większość ludzi twierdzi odwrotnie - lekceważąco wyrażają się o "ruskich" jako niższej kaście ludzi. To ma długą tradycję utrwalaną przez Kościół. Wszyscy we wsi mówili po białorusku ale uważali się za Polaków - wyżej stojących cywilizacyjnie z racji przynależności do kultury łacińskiej. Bycie "ruskim" stawiaiało w niższym rzędzie. No i ksiądz by nie dał rozgrzeszenia - tak było. I takie powody legły min. u podstaw wykształcenia świadomości narodowej polskiej pomimo używania języka białoruskiego jako ojczystego i trwania białoruskiej kultury materialnej. Nikt nie chce należeć do "prostaków" ( to ci co mówią "po prostu").

4-te: teren Sokólszczyzny zamieszkiwali Jadźwingowie, albo Jaćwingowie, a nie Jaćwięgowie.

Odp.: Ostatnio przyjmuje się jako poprawną nazwę Jaćwięgowie. Nazwa ta jest przejęta z języka białoruskiego "jaćwiahi" więc to kwestia tłumaczenia czy transkrypcji lub wymowy.

A poza tym pozdrawiam jak zwykle, Grzesiek

Odp.: Ja Ciebie też pozdrawiam. Jako jedyny oprócz mnie zabierasz głos w tej dyskusji ( i to kulturalnie i rzeczowo). To też jest symptomatyczne. :) Ten temat był, jest i będzie bardzo niepopularny. Oczywiście na sokólszczyźnie.
Ostatnie padła sprawa monografii. Idę o zakład, że nic byś w niej nie znalazł na temat białoruski w jakimkolwiek kontekście. Może nawet by nie wspomniano o języku staro-białoruskim w akcie nadania praw miejskich Sokółce.
Prowadzę amatorskie "badania" tych zagadnień. Zgromadziłem sporo literatury. Jest ona niskonakładowa. Czy ty coś ciekawego posiadasz ? Chodzi o sprawy etniczne, językowe, nazewnictwo itp.
Przyznam, że uświadomienie białoruskiego pochodzenia ludności na sokólszczyźnie bardzo mnie zmartwiło, bo dotyczy mnie i mojej rodziny. Tak było ! Obecnie uważam się za pasjonata tematu i go zgłębiam. Jestem w stanie życ z tą świadomością. :)

***
generalnie się nie zgadzam z tonem twojego wywodu, tym bardziej, że współautorem jestem takiego cóścia, co jest w 1/8 Hanysem, w 1/4 jest wnukiem oficera z listy katyńskiej (pochodzącego spod Siedlec), a w 1/16 wnukiem posła do Reichstagu z Katowic. I co by z tego mogło wynikać??? - Dla mnie nic... Dla niego zdaje się też...
Pewnie hanysowskie konotacje mojej rodziny spowodowały, że z radością każde wydanie kabaretu 'Rak' sobie oglądam. Każdy z autorów (Hanke, Poloczek i Respondek) mówi innym wariantem języka śląskiego, a żadnego nie uczono nigdy w żadnej szkole:)))
To zróbcie sobie i nam taki kabaret w Sokółce...
A jak chcesz pogadać, zadzwoń: 503 73 51 54, pozdrawiam Grzesiek

Użytkownik Grzegorz Daszuta edytował ten post 16 marzec 2008 - 00:04


#58 ~Pan Jan~

~Pan Jan~
  • Goście

Napisano 16 marzec 2008 - 13:37

***
generalnie się nie zgadzam z tonem twojego wywodu, tym bardziej, że współautorem jestem takiego cóścia, co jest w 1/8 Hanysem, w 1/4 jest wnukiem oficera z listy katyńskiej (pochodzącego spod Siedlec), a w 1/16 wnukiem posła do Reichstagu z Katowic. I co by z tego mogło wynikać??? - Dla mnie nic... Dla niego zdaje się też...
Pewnie hanysowskie konotacje mojej rodziny spowodowały, że z radością każde wydanie kabaretu 'Rak' sobie oglądam. Każdy z autorów (Hanke, Poloczek i Respondek) mówi innym wariantem języka śląskiego, a żadnego nie uczono nigdy w żadnej szkole:)))
To zróbcie sobie i nam taki kabaret w Sokółce...
A jak chcesz pogadać, zadzwoń: 503 73 51 54, pozdrawiam Grzesiek


Gwara "prosta" wywodzi się z XVI wieku, kiedy na potęgę zaczęto kolonizować pojaćwieskie puszcze w pasie od Tykocina i Knyszyna, po Grodno, aż hen do Wilna. Napływali tu i mieszali się ze sobą koloniści z Mazowsza, Litwy (w dzisiejszym rozumieniu) i Rusi (dzisiejszej Białorusi). Tym to sposobem powstał bardzo śpiewny język, którym posługiwano się w całym tym kolonizowanym pasie, oczywiście z lokalnymi różnicami. Co ciekawe - kiedy kilka lat temu pokazano "Bożą podszewkę", to mieszkańcy podwileńskich wsi mówili jakoś dziwnie znajomo, padło tam np. słowo bastruk.

Ludzie posługujący się mową prostą mówili ją tylko wśród bliskich. Pani spod Korycina nie "haworyła pa naszemu" w autobusie, bo nie. Pewnie wpływ na to miała propaganda, o której wspominacie.

Mówienmie o narodowości ludzi (w dzisiejszym rozumieniu) sprzed kilku pokoleń jest co najmniej drobnym nieporozumieniem. Bo kimże byłby Kościuszko, jak nie białoruskim szlachetką, kimże był Mickiewicz? Jeszcze 100-200 lat temu ważniejsza była przynależność do określonej klasy społecznej. W przypadku Kresów nie bez znaczenia był fakt, że polonizacji uległy przede wszystkim wyższe warstwy społeczne.

I tak na koniec drobna dygresja. Niedawno gdzieś wyczytałem, że za pierwszych carów-królów Polski (chyba chodziło o Aleksandra I) dokonano reformy szkolnictwa na ziemiach byłego WXL i dzięki temu, że do szkół trafiła polska kadra, polonizacja uczniów ruszyła na potęgę, bardziej niż za I Rzplitej. Ot, jeszcze jeden chichot historii.

#59 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 17 marzec 2008 - 15:30

Mówienmie o narodowości ludzi (w dzisiejszym rozumieniu) sprzed kilku pokoleń jest co najmniej drobnym nieporozumieniem. Bo kimże byłby Kościuszko, jak nie białoruskim szlachetką, kimże był Mickiewicz? Jeszcze 100-200 lat temu ważniejsza była przynależność do określonej klasy społecznej. W przypadku Kresów nie bez znaczenia był fakt, że polonizacji uległy przede wszystkim wyższe warstwy społeczne.

Kościuszko miał wizę amerykańską, z prawem wielokrotnego przekraczania granicy. Mickiewicz natomiast najpierw zameldowany był w byłym chanacie krymskim (fakt, że przymusowo), później zaś wybrał obywatelstwo francuskie.

#60 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 24 marzec 2008 - 18:49

Kościuszko miał wizę amerykańską, z prawem wielokrotnego przekraczania granicy. Mickiewicz natomiast najpierw zameldowany był w byłym chanacie krymskim (fakt, że przymusowo), później zaś wybrał obywatelstwo francuskie.

No smiech na sali. Jak można twierdzić, że Mickiewicz miał obywatelstwo francuskie? Poczytaj może dlaczego on znalazł się w tej Francji. A tak na marginesie przypomina mi się złota myśl Piłsudskiego: "Polska jest jak obważanek: Kresy urodzajne, centrum nic".



Dodaj odpowiedź



  


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych