Skocz do zawartości

Zaloguj przez Facebook Rejestracja

Najnowsze tematy

Wyświetl nową zawartość »

Konie poniosły - dzieci w szpitalu :: zobacz komentowany artykuł


71 odpowiedzi w tym temacie

#21 ~persona non grata~

~persona non grata~
  • Goście

Napisano 26 czerwiec 2008 - 06:24

Droga "nie feministko" i drogi gościu, o co tyle krzyku? Nauczcie dzieci grać w bierki, będzie ekscytująco, z pasją i bezpiecznie.
a tak z ciekawości... Znacie się świetnie na prowadzeniu stadniny i udzielaniu lekcji jazdy konnej, więc rozumiem, że macie w tym temacie wieloletnie doświadczenie? "Nie feministka" zdradza również talenty pedagogiczno wychowawcze. Może macie jeszcze jakieś umiejętności w zanadrzu? Ujawnijcie się, załózcie jakąs poradnię, może gdyby właściciel stadniny radził się was zakładając swoja działalność miałby dziś idealny ośrodek? Może uchronicie wiele dzieci przez życiowymi tragediami ucząc ich rodziców roztropności? Dlaczego macie do powiedzenia aż tyle dopiero dzisiaj, kiedy jest już dawno po wypadku? Zapobiegajcie kolejnym!
Mówicie z wielkim zapałem o niefrasobliwości matek, bo zabrały dzieci na konie. Że zaszczepiły dzieciom szkodliwe pasje. A jakie pasje zaszczepiali dzieciom tatusiowie? Rozumiem, że tatusiowie nie musieli, bo sa kochani bezwarunkowo, a mamusie rozpaczliwie starają się jak mogą zaskarbić sobie uczucia dzieci? Trochę to narcystyczne spojrzenie tatusiów na samych siebie. Poza tym, jeśli ten szum nie jest dla pięciu minut sławy i chwały tatusiów to czemu nie protestowali pasjom dziewczynek przed wypadkiem? Mamusie im nie powiedziały, że dzieci biorą lekcje jazdy konnej? Przez ponad rok się nie zorientowali? Cóż za bystrośc umysłu i wielkie zainteresowanie tym, co robia ich pociechy! Ach, nie! Tatusiowie nie musieli się niczym przejmować, przeciez cokolwiek zrobią matki dzieci i tak nie kupią uczuć dziewczynek, bo one w całości należą do tatusiów, a teraz kiedy dowiodły swojej głupoty (bo zdarzył sie wypadek! gdyby sie nie zdarzył tatusiowie, nadal zachwyceni samymi sobą, nie mieliby czasu na takie bzdury), trzeba córki przed matkami i całym światem bronić! Zatem oręż w dłoń (tylko nie ten, którym zmajstrowali swoje pociechy) i szukają winnych. A winne są matki, bo nie wystarczyło im że urzodziły dzieci, ale jeszcze się zamaniło zadbac o ich rozwój. Winne sa konie bo wielkie i głupie. Winna stadnina bo hoduje wielkie i głupie zwierzęta. Winna instruktorka, bo powinna pozwolić dzieciom popatrzec na koniki z daleka a dać pojeździć na koniku na biegunach. A na żywe patrzec należy z daleka, bo jak sie podejdzie to jeszcze kopnie albo ugryzie?
Ale skupmy się na dzieciach. tatusiowie na sobie juz się wystarczająco skupili. Na konie nie wolno, bo można spaść. Moja koleżanka jadąc rowerem przewróciła się i połamała żebra. Mój kolega połamał rękę grając w siatkówkę. Znam dziecko które rozbiło głowę spadając z huśtawki. Na judo ani inne sporty walki dziecka nie zapisze bo tam to już w ogóle masakra. Znam przypadek dziecka które utopiło się w wannie, więc tym bardziej większe akweny nie wchodza w rachubę. Czy rzeczywiście zostaja tylko bierki, warcaby i Cartoon Netwirk?
Matki zaszczepiały w dzieciach "swoje" pasje, tatusiowie zaczepiają swoje fobie, a w artykule obsmarowano stadninę - czy to nie dziwne?

#22 wimek

wimek

    Nowy

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 1 postów

Napisano 26 czerwiec 2008 - 08:57

jeśli pan Ostrowski i pan Radziewicz ujawniaja swoje nazwiska w artykule nie widze powodu żeby nazywali rzeczy do końca po imieniu... a boli mnie to, że do tej pory mieli sprawę jazd dzieci w głebokim poważaniu, bo "drugi tatuś" tez palca do rozwoju największej pasji swojej córki nie przyłożył, za to teraz dumnie staja na straży bezpieczeństwa dzieci... śmieszne!
bronię, i owszem, bronię ludzi, którzy zostali oszkalowani, którzy Bogu ducha winni zostaja oskarżani tylko dlatego, że zdarzył się wypadek... WYPADEK to takie coś czemu nikt nie jest winny
ale znając super koleżankę pana Mierzwińskiego domyślam się że artykuł został spłodzony dla pokrzepienia serca onej, która żąda upokorzenia kogokolwiek byle poczuć się lepiej... miło się upadla innych, co?
szkoda tylko, że nie będzie komu zapłacić za zruinowane pasje i marzenia dzieci, za to zapłaca one same


A kim jest ta superkoleżanka, bo ja nie wiem zupełnie o kogo chodzi?. autor artykułu.

#23 ~Piotr Ostrowski~

~Piotr Ostrowski~
  • Goście

Napisano 26 czerwiec 2008 - 10:17

Witam,miałem nie pisać ,ale to co jest wypisywane to już lekka przesada , że moja córka miała zasponsorowane wakacje , że nie interesowałem się tym ,że od ponad roku chodzi na konie itp. Tylko czy Pani wie o tym , że na początku tamtego roku wykryto u mnie nowotwór , gdzie do tej pory z nim walczę i przechodziłem długie leczenie radioterapią i chemioterapią . Już w tym czasie jak dziewczynki chodziły do stadniny byłem pod stałą opieką lekarzy i zaczęły się pobyty w szpitalach . To jak Pani i właściciel stadniny możecie mi zarzucić ,że nie interesowałem się swoją córką . Wiedziałem o wyjściach mojej córki do stadniny, ale nie o tym , że moja córka wyjedzie w plener bez mojej zgody i matki . A Pani Asia zabierała moją córkę razem ze swoją córką z własnej woli i dobrej chęci , gdzie nikt jej nie prosił o sponsorowanie mojej córki , a teraz są wypisywane głupoty o jakiś sponsorowanych wakacjach , gdzie właśnie teraz moja córka ma zasponsorowane wakacje w gorsecie . A co do właściciela stadniny ,jak dzwoniłem do Niego , żeby zapytać się jak to było , że dziecko niepełnoletnie pojechało w plener bez naszej zgody , to odpowiedział , że u nich załatwia się na słowo takie wyjazdy.Tylko mam pytanie , jak już nawet na słowo się załatwia takie wyjazdy to z kim On czy instruktorka ustalił ten wyjazd w plener ? Z nami czy z Panią Asią. Może Pani Asia ma opiekę nad moja córką przyznaną przez sąd a nie ja ? Jeszcze mi zarzucał , że nawet nie bylem u córki w szpitalu po wypadku ,gdzie przyjeżdżając z Białegostoku od lekarza prosto jechałem do szpitala odwiedzić córkę, nawet źle czując się. Na miejscu zdarzenia też bylem w tym samym czasie co karetka przyjechała do córki ,a nie jak ktoś tu pisał , że nie było mnie tylko była instruktorka .Tylko , że instruktorka przyjechała w tym czasie co my i karetka, może to potwierdzić kobieta , która znalazła moją córkę i która powiadomiła nas o zdarzeniu i zadzwoniła po pogotowie - myślicie , że ta kobieta tez kłamie ? Co z waszego myślenia na to wychodzi ,a może jej też zależy na jakiejś kasie , żeby wyrwać od właściciela ze stadniny z odszkodowania ?.Narazie bedę kończyć na tym , ale mam prośbę do tych co piszą tutaj żeby zastanowili się co piszą, jeżeli nie znają szczegółów.Pozdrawiam...........

#24 ~ełczanka~

~ełczanka~
  • Goście

Napisano 26 czerwiec 2008 - 13:33

Dzieci już zapłaciły swoim cierpieniem , tylko, że nie za swoje pasje, ale za brak odpowiedzialności osób opiekujacych się nimi w tym dniu. Lekcje jazdy winny być dostosowane do poziomu wieku dziecka, jego umiejętności i pod nadzorem fachowego instruktora.Tyle i tylko tyle.Upadek ze spacerującego konia na placu stadniny, a upadek z konia galopującego na betonowej drodze zdecydowanie różni się od siebie pod względem skutków i basta. Nie ma sensu dalsze tłumaczenie , jeśli dorosła osoba nie rozumie podstawowych rzeczy.


beton to ty masz w mozgu a na drodze jest ta sama nawierzchnia co na placu baranie i daj sobie juz na luz bo te twoje wypociny i szukanie usprawiedliwien dla siebie jest zenujace

#25 ~amazonka~

~amazonka~
  • Goście

Napisano 26 czerwiec 2008 - 13:46

Witam,miałem nie pisać ,ale to co jest wypisywane to już lekka przesada , że moja córka miała zasponsorowane wakacje , że nie interesowałem się tym ,że od ponad roku chodzi na konie itp. Tylko czy Pani wie o tym , że na początku tamtego roku wykryto u mnie nowotwór , gdzie do tej pory z nim walczę i przechodziłem długie leczenie radioterapią i chemioterapią . Już w tym czasie jak dziewczynki chodziły do stadniny byłem pod stałą opieką lekarzy i zaczęły się pobyty w szpitalach . To jak Pani i właściciel stadniny możecie mi zarzucić ,że nie interesowałem się swoją córką . Wiedziałem o wyjściach mojej córki do stadniny, ale nie o tym , że moja córka wyjedzie w plener bez mojej zgody i matki . A Pani Asia zabierała moją córkę razem ze swoją córką z własnej woli i dobrej chęci , gdzie nikt jej nie prosił o sponsorowanie mojej córki , a teraz są wypisywane głupoty o jakiś sponsorowanych wakacjach , gdzie właśnie teraz moja córka ma zasponsorowane wakacje w gorsecie . A co do właściciela stadniny ,jak dzwoniłem do Niego , żeby zapytać się jak to było , że dziecko niepełnoletnie pojechało w plener bez naszej zgody , to odpowiedział , że u nich załatwia się na słowo takie wyjazdy.Tylko mam pytanie , jak już nawet na słowo się załatwia takie wyjazdy to z kim On czy instruktorka ustalił ten wyjazd w plener ? Z nami czy z Panią Asią. Może Pani Asia ma opiekę nad moja córką przyznaną przez sąd a nie ja ? Jeszcze mi zarzucał , że nawet nie bylem u córki w szpitalu po wypadku ,gdzie przyjeżdżając z Białegostoku od lekarza prosto jechałem do szpitala odwiedzić córkę, nawet źle czując się. Na miejscu zdarzenia też bylem w tym samym czasie co karetka przyjechała do córki ,a nie jak ktoś tu pisał , że nie było mnie tylko była instruktorka .Tylko , że instruktorka przyjechała w tym czasie co my i karetka, może to potwierdzić kobieta , która znalazła moją córkę i która powiadomiła nas o zdarzeniu i zadzwoniła po pogotowie - myślicie , że ta kobieta tez kłamie ? Co z waszego myślenia na to wychodzi ,a może jej też zależy na jakiejś kasie , żeby wyrwać od właściciela ze stadniny z odszkodowania ?.Narazie bedę kończyć na tym , ale mam prośbę do tych co piszą tutaj żeby zastanowili się co piszą, jeżeli nie znają szczegółów.Pozdrawiam...........


i w tym momencie wszystko wyjasnilo sie pan poprostu nie nawidzi sam siebie a ze jest pan chory to nie zaczy ze caly swiat jest winny, choroba jest straszna ale inni zyja i chca zyc, a pan odbiera dziecku marzenia. ja tez jestem chora ale nie robie z siebie pepka swiata i dla swojego dziecka mam zawsze czas i interesuje sie wszystkim co robi i przede wszystkim staram sie uczestniczyc w jego zyciu a nie zaslaniac sie choroba
amazonka

#26 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 26 czerwiec 2008 - 14:14

teraz to juz jest tylko bicie piany i skakanie sobie nawzajem do gardeł, komuś zależało żeby wbić kij w mrowisko i się udało, ale zamiast poruszyć opinię publiczną narobił bigosu. no brawo
uważam, że autor artykułu powinien wszystkich teraz ładnie przeprosić, bo bądź co bądź, to on zawalił sprawę nie badając szczegułów tego, co pisze tylko wyskrobał coś na podstawie pomówien i wyrywkowych infoamacji - o ile będzie miał dośc odwagi żeby przyznac się do błedu
gdyby nie wydarzył sie wypadek nikt by do nikogo nie miał pretensji, że dzieci pojechały do lasu, a tak - jest afera
tatusiowie wyrwali się z udzielaniem wywiadu do tego artykułu jak Filip z konopii, panu redaktorowi ani w głowie było bardziej sie przyłożyc do roboty i efekt? mamy stado oburzonych ludzi, którzy z tej złości wyżywaja się na sobie nawzajem zamiast spuścić solidny łomot temu, kto to wszystko napisał i opublikował
dobre imię stadniny zostało zszargane, grupa ludzi zionie do siebie wzajemną nienawiścią i żalem, po co to wszystko? czy ktoś z autorów artykułu pomyślał choć przez chwilę jak to się odbije na dzieciach? czy zawsze dorośli będą używali dzieci do własnych rozgrywek? teraz tylko czeakć aż tatusiowe zabiorą swoje pociechy na wakacje i cokolwiek się dzieciom przydarzy - mamusie powinny wziąc na nich odwet i znów wio do gazety obsmarować, czy tak?
tata Angeliki jest chory, ale nie z jej winy, więc czemu ona teraz ma na tym ucierpieć? Ania też cierpi, bo jej tatuś chyba koniecznie chciał wystapić w gazecie... a może jednak ten żenująco rozpaczliwy ton, w jakim zostały zacytowane wypowiedzi tatusiów to robota pana gryzipiórka? może rodzice się lada chwila pozagryzają, bo pan Wojtuś poczuł, że musi sprawie nadać więcej emocjonalnego wyrazu?
drugi Żeromski z pana nie będzie, szkoda wysiłku, powinien pan to wszystko teraz odszczekać, bo wypadek wypadkiem, ale atmosfera jaka wokół tego się wytworzyła to pańska wina!

#27 ~nie feministka~

~nie feministka~
  • Goście

Napisano 26 czerwiec 2008 - 22:15

Dziekuję za komplementy skierowane przez przemiłe Panie pod moim adresem. Pedagogiem nie jestem i nie zamierzam też pracować charytatywnie na rzecz podmiotów gospodarczych ubijających interesy na koniach. Ja kocham konie w inny, bardziej humanitarny sposób niż męczenie ich wyczynami sportowymi.Pani Aniu, to czy Państwa córka będzie nadal korzystała z usług ośrodka jest wyłącznie Państwa prywatną sprawą. Za wszelką cenę usiłuje Pani bronić dobrego imienia stadniny i trudno się temu dziwić.ryzyko z tym związane również jest Państwa prywatną sprawą. Obie Panie zarzucacie Panu Redaktorowi nierzetelność i brak umiejętności pisarskich, wystarczy, że Pani koleżanka posiada takie umiejętności, tylko dziwnym wydaje się być fakt, że na rynku księgarskim nie można znaleźć ksiązek z jej wypocinami. Broni Pani swojej przyjaciólki, moze też z wdziec czności za sponsoring nauki jazdy konnej? wydaje się,że mama Ani jest zamożną osobą i chętnie sponsoruje inne dzieci, oby tylko nie odbywało się kosztem Jej wlasnych dzieci.
Mam ogromną prośbę , proszę wskazać na fakty opisane w artykule, które są niezgodne z prawdą, bo do tej pory tylko bijecie pianę i toczycie rozgrywki personalne.Może by tak podyskutować merytorycznie, czy na taki gest nie stać Was?

#28 ~gosc~

~gosc~
  • Goście

Napisano 26 czerwiec 2008 - 23:21

beton to ty masz w mozgu a na drodze jest ta sama nawierzchnia co na placu baranie i daj sobie juz na luz bo te twoje wypociny i szukanie usprawiedliwien dla siebie jest zenujace

szanowna Pani o nicku ełczanka, brak kultury i własną ułomność umysłową zastępujesz epitetatami, wstyd podpisywać się ,,ełczanką" bo stwarza to nieprzychylny wizerunek mieszkanców miasta.Prawdą jest, że droga do stadniny jest poktryta betonowymi płytami posypanymi żwirem, na przyszłość radzę szeroko otworzyć oczy

#29 ~Joanna~

~Joanna~
  • Goście

Napisano 27 czerwiec 2008 - 08:40

1. Angelika z konia zeskoczyła sama. Opowiadała o tym jeszcze w szpitalu.
2. Ojciec mojej córki opowiada o wypadku jakby tam był, a de facto zobaczył się z Ania po raz pierwszy dopiero nastepnego dnia w szpitalu. Tamtą sobote byl poza miastem.
3. Ojciec Angeliki znalazł się na miejscu wypadku dawno po instruktorce. Kiedy dotarłyśmy z instruktorką i moją Anią na miejsce gdzie leżała Angelika była już wezwana karteka i Angelika była przykryta kocem. Jestem wdzięczna osobie, która to zrobiła bo zapewnienie przytomnej osobie komfortu termicznego jest tu bardzo ważną sprawą. Ale to ja a nie Piotr klęczałam przy Angelice do przyjazdu karetki. Piotr był w szoku, stał jak wryty i kompletnie nie reagował na to co do niego mówiłam. Poza tym, że nie wiedział co sie wokół niego dzieje, nie zna tez pani instruktor więc jak mógłby powiedzieć, czy ona tam była? Nie poznałby jej nawet mijając się z nią na ulicy.
4. Pani instruktor widziała upadek Angeliki. Angelika wstała po upadku, a potem sama się położyła, bo (jak sama opowiadała - kręciło się jej w głowie), nie mogła zsiąść z konia i trzymać przytomne dziecko za ręke mówiąc, że mama i karetka zaraz przyjedzie, kiedy straciła z oczu drugie dziecko i nie wiedziała co się z nim dzieje. Ja też widząc ludzi przy Angelice i wiedząc, że jest przytomna pojechałabym szukac drugiej dziewczyny.
5. Nieprawdą jest, że właściciel stadniny nie interesował się tym, co się dzieje z dziewczynkami. Byłam w stałym w stałym kontakcie z osobami ze stadniny. Pani instruktor odwiedzała dziewczynki w szpitalu, sama zawiosła mnie z Anią do szpitala, kiedy Angelikę zabrała karetka. Opiekowała się w poczekalni moja młodszą córką, kiedy poszłam z Ania na rentgen, odwiozła Adę do mojej przyjaciółki, kiedy już było wiadomo, że zostajemy z Ania na oddziale. Była całą noc pod telefonem gdybym czegos potrzebowała. I od razu zaznaczam, że moje młodsze dziecko trafiło do pani Ani a nie do taty, bo taty nie było wtedy w Ełku - to tak na marginesie, bo jak znam "nie feministkę" zaraz mi zarzuci, że upycham dzieci po koleżankach zamiast pozwolić się zaangażować ojcu.
6. Nikt poza "nie feministką" i tatusiami, nie ma do instruktorki pretensji. W stadninie zawsze panowała bardzo rodzinna atmosfera. Dzieci tam się czuły wyśmienicie. Na jazdy dla dzieci zawsze były wybierane najspokojniejsze konie. Ale jeśli jeździec daje koniowi nieczytelne sygnały, jak chce jechać, to zdarza się, że koń poniesie. Nikomu nie przyszło do głowy, że dziewczyny, które jeździły od ponad roku i świetnie sobie radziły na placu, nie poradzą sobie na spacerze w terenie. Tym bardziej, że wypadek zdarzył sie kiedy juz wracały.


To tyle odnośnie samego wypadku. Jesli pan redaktor, bądź ktokolwiek z nieobecnych w tamtym czasie i w tamtym miejscu chciałby sie jeszcze wypowiadać na ten temat to zapraszam.
A tak na marginesie... jesli "nie feministka" jest taka przeciwna hippice, bo jej szkoda koni to dlaczego z takim upodobaniem jeździ po ludziach? Może czas zmienić nick na "nie humanitarna"? Bo widzę, że ludzi do jazdy jakoś pani nie szkoda.

#30 ~nie feministka~

~nie feministka~
  • Goście

Napisano 27 czerwiec 2008 - 09:52

Dziękuję pani Joannie za tak wspaniały opis zdarzenia, szkoda tylko, że przemilczała Pani kolejność przyjazdu na miejsce wypadku poszczególnych osób.Z opisu Pana Piotra wynika, że przybył jako pierwszy na miejsce zdarzenia, po nim przyjechała karetka , a za karetką Pani Instruktorka z Mamą Ani i Anią( to tak na marginesie).Proszę więc nie wylewać pomyj na redaktora, że ,,spłodził" artykuł oparty na przekłamaniach.Prawdą jest, że pierwszej pomocy dziewczynkom nie udzieliła Pani Instruktorka, która opiekowała się dziećmi w czasie jazdy, pomocy udzieliła Pani Szuchnicka, która z własnej woli wezwała karetkę , powiadomiła mamę Angeliki oraz przykryła dziecko kocem. Dlaczego więc wylano tyle żółci na wszystkie osoby biorące udział w dyskusji i obwiniono o szkalowanie Pani Instruktor oraz własciciela stadniny.Same Panie - Przyjaciółki- namąciłyście pod wpływem bliżej niezrozumiałej paniki, w którą wpadłyście po przeczytaniu artykułu. Wypadało by więc przeprosić Pana Redaktora za swoje pomówienia. Szkoda tylko ,że do personalnych igrzyk wykorzystaliście własne dzieci. Proszę mi udowodnić, ktorym swoim wpisem zasłużyłam na zarzut ,, jeżdźenia po ludziach". Jak każdy czytelnik mam prawo do wyrażenia własnego zdania, nie muszę nikomu,,kadzić", bo każda ze stron tego konfliktu jest dla mnie neutralna.Ofiarom wypadku życzę szybkiego powrotu do zdrowia, a rodzicom i przyjaciółce - Pani Ani więcej kultury osobistej i zdrowego rozsądku w podejmowaniu decyzji życiowych swoich oraz dzieci.

#31 ~Joanna~

~Joanna~
  • Goście

Napisano 27 czerwiec 2008 - 10:27

Pani "nie feministka" dowiedziała się o wypadku od swgo syna, nie była na miejscu zdarzenia. A na to kto i kiedy dotarł na miejsce gdzie lezała Angelika są świadkowie bardziej przytomni niz pan Piotr w tamtym czasie.
I nie zamierzam przepraszać pana redaktora za to że przez swoje grafomańskie zapędy oczernił innych.

#32 ~Piotr Ostrowski~

~Piotr Ostrowski~
  • Goście

Napisano 27 czerwiec 2008 - 11:01

i w tym momencie wszystko wyjasnilo sie pan poprostu nie nawidzi sam siebie a ze jest pan chory to nie zaczy ze caly swiat jest winny, choroba jest straszna ale inni zyja i chca zyc, a pan odbiera dziecku marzenia. ja tez jestem chora ale nie robie z siebie pepka swiata i dla swojego dziecka mam zawsze czas i interesuje sie wszystkim co robi i przede wszystkim staram sie uczestniczyc w jego zyciu a nie zaslaniac sie choroba
amazonka

Droga Amazonko jeżeli nie rozumie Pani o co chodzi to proszę nie pisać lepiej, bo moja choroba nic nie ma wspólnego z marzeniami córki , tylko o to chodzi ,że nie mogłem przebywać z córka w czasie mojego leczenia i decydować o wyjściach jej do stadniny ,a świat kocham teraz bardziej niż wcześniej i nie obwiniam go o nic.Pozdrawiam.........................

#33 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 27 czerwiec 2008 - 11:12

1. Angelika z konia zeskoczyła sama. Opowiadała o tym jeszcze w szpitalu.
2. Ojciec mojej córki opowiada o wypadku jakby tam był, a de facto zobaczył się z Ania po raz pierwszy dopiero nastepnego dnia w szpitalu. Tamtą sobote byl poza miastem.
3. Ojciec Angeliki znalazł się na miejscu wypadku dawno po instruktorce. Kiedy dotarłyśmy z instruktorką i moją Anią na miejsce gdzie leżała Angelika była już wezwana karteka i Angelika była przykryta kocem. Jestem wdzięczna osobie, która to zrobiła bo zapewnienie przytomnej osobie komfortu termicznego jest tu bardzo ważną sprawą. Ale to ja a nie Piotr klęczałam przy Angelice do przyjazdu karetki. Piotr był w szoku, stał jak wryty i kompletnie nie reagował na to co do niego mówiłam. Poza tym, że nie wiedział co sie wokół niego dzieje, nie zna tez pani instruktor więc jak mógłby powiedzieć, czy ona tam była? Nie poznałby jej nawet mijając się z nią na ulicy.
4. Pani instruktor widziała upadek Angeliki. Angelika wstała po upadku, a potem sama się położyła, bo (jak sama opowiadała - kręciło się jej w głowie), nie mogła zsiąść z konia i trzymać przytomne dziecko za ręke mówiąc, że mama i karetka zaraz przyjedzie, kiedy straciła z oczu drugie dziecko i nie wiedziała co się z nim dzieje. Ja też widząc ludzi przy Angelice i wiedząc, że jest przytomna pojechałabym szukac drugiej dziewczyny.
5. Nieprawdą jest, że właściciel stadniny nie interesował się tym, co się dzieje z dziewczynkami. Byłam w stałym w stałym kontakcie z osobami ze stadniny. Pani instruktor odwiedzała dziewczynki w szpitalu, sama zawiosła mnie z Anią do szpitala, kiedy Angelikę zabrała karetka. Opiekowała się w poczekalni moja młodszą córką, kiedy poszłam z Ania na rentgen, odwiozła Adę do mojej przyjaciółki, kiedy już było wiadomo, że zostajemy z Ania na oddziale. Była całą noc pod telefonem gdybym czegos potrzebowała. I od razu zaznaczam, że moje młodsze dziecko trafiło do pani Ani a nie do taty, bo taty nie było wtedy w Ełku - to tak na marginesie, bo jak znam "nie feministkę" zaraz mi zarzuci, że upycham dzieci po koleżankach zamiast pozwolić się zaangażować ojcu.
6. Nikt poza "nie feministką" i tatusiami, nie ma do instruktorki pretensji. W stadninie zawsze panowała bardzo rodzinna atmosfera. Dzieci tam się czuły wyśmienicie. Na jazdy dla dzieci zawsze były wybierane najspokojniejsze konie. Ale jeśli jeździec daje koniowi nieczytelne sygnały, jak chce jechać, to zdarza się, że koń poniesie. Nikomu nie przyszło do głowy, że dziewczyny, które jeździły od ponad roku i świetnie sobie radziły na placu, nie poradzą sobie na spacerze w terenie. Tym bardziej, że wypadek zdarzył sie kiedy juz wracały.


To tyle odnośnie samego wypadku. Jesli pan redaktor, bądź ktokolwiek z nieobecnych w tamtym czasie i w tamtym miejscu chciałby sie jeszcze wypowiadać na ten temat to zapraszam.
A tak na marginesie... jesli "nie feministka" jest taka przeciwna hippice, bo jej szkoda koni to dlaczego z takim upodobaniem jeździ po ludziach? Może czas zmienić nick na "nie humanitarna"? Bo widzę, że ludzi do jazdy jakoś pani nie szkoda.


Nie zamierzałam brać udziału w tej niezbyt miłej i kulturalnej dyskusji.Jestem babcią Ani.Jeśli już mówimy o rzetelnych faktach, to dodam swój grosik do tej dyskusji. Angela opowiadała mi i osobom odwiedzających, że nie z własnej woli zeskoczyła z konia, poprostu nie miała już więcej siły, żeby utrzymać konia w cuglach.Siły dziecka 12 letniego i siły konia spłoszonego nie warto porównywać. Dziewczynka miała tyle przytomności, żeby spaść z konia jak najbardziej korzystnie, i co w pewnym sensie jej się udało. Z niesmakiem odebrałam wypowiedż mojej byłej synowej odnośnie zapewnienia opieki nad młodszą córką, zwyczajnie wygodniejszym było przemilczenie waznego faktu, które znacznie zmieniło brzmienie uzasadnienia oddania Adusi pod opiekę swojej koleżanki, a tym samym w oczach czytających komentarz, miało na celu pogrążenie ojca, jako opiekuna dzieci. Gwoli ścisłości pragnę dodać, że w ten weekend opiekę nad dziećmi sprawowała Matka.W przeciwieństwie do matki dzieci, ojciec pracuje i w tę feralną sobotę wyjechał służbowo z zespołem romskim, ktory działa przy naszym stowarzyszeniu, na występy do Morąga. O zaistniałym wypadku zostal powiadomiony przez mamę Ani telefonicznie około godz.22,00, kiedy dzieci przebywały już w szpitalu i przeszły badania. O godz. 7,00 rano bezpośrednio po powrocie odwiedził córkę w szpitalu. Z tego co mi wiadomo, żadna z osób reprezentujących stadninę nie rozmawiała z ojcem Ani.Krzyk podniesino w momencie, kiedy Radek na ręce wlaściciela ośrodka jeżdzieckiego złożył oświadczenie, iż nie wyraża zgody na jazdę konną swoich córek. Dzieciom treść oświadczenia została przekazana , jako zakaz przebywania na terenie stadniny. Kto więc manipuluje informacjami i po co to robi? , trudno zrozumieć.

Podobnie rzecz się ma z opisem kolejności przybycia poszczególnych osób na miejce upadku Angeli. Z rozmowy z Panem Piotrem wiem, że przybył samochodem prywatnym jednocześnie z karetką pogotowia.Tuż za nimi przyjechała samochodem instruktorka z Panią Joanną i Anią. Do ich przybycia przy Angeli była Pani Szuchnicka oraz kilku mieszkanców z sąsiedniego domu.Ze swej strony serdecznie dziękuję Pani Szuchnickiej za udzieloną pomoc. Mam nadzieję, że ten wypadek będzie ostrzeżeniem na przyszłość zarowno dla pracowników stadniny oraz rodziców dzieci korzystających z usług ośrodka. Szkoda, że niektorzy z forumowiczów za wszelką cenę bronią osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo osób pobierających naukę jazdy , całkowicie zapominając o cierpieniu dzieci.Dziwię się mamom, ktore bronią interesów biznesu , a nie interesu własnych dzieci. Może zbyt łatwo przyszło ich wychowanie, a może własne ambicje i chęć przebywania w miłym , ,,rodzinnym towarzystwie" przysłoniła im świat i zepchnęła na dalszy plan zdrowie dzieci.Mam nadzieję, że przeżycia związane z tym wypadkiem otrzeżwią gorące głowy zacietrzewiałych mam. Życzę szybkiego powrotu do normalności.

#34 ~Barbara~

~Barbara~
  • Goście

Napisano 27 czerwiec 2008 - 11:23

Pani "nie feministka" dowiedziała się o wypadku od swgo syna, nie była na miejscu zdarzenia. A na to kto i kiedy dotarł na miejsce gdzie lezała Angelika są świadkowie bardziej przytomni niz pan Piotr w tamtym czasie.
I nie zamierzam przepraszać pana redaktora za to że przez swoje grafomańskie zapędy oczernił innych.


Nie jestem osobą spod nicka ,,nie feministka". Tak to prawda, o wypadku dowiedziałam się od swego syna. Odnośnie przeprosin, każdy człowiek osobiście odpowiada za swoje słowa i czyny. Z tego co wiem, Pan Piotr nie jest człowiekiem nieprzytomnym, a na miejsce wypadku przyjechał z kolegą i siostrą, są to naoczni świadkowie zajścia, nie sądzę ,żeby oni byli równmież nieprzytomni. Szkoda słów na dalszą dyskusję. Pozdrawiam wszystkich Przytomnych.

#35 ~stary ełczak~

~stary ełczak~
  • Goście

Napisano 27 czerwiec 2008 - 12:28

Niezłe piekiełko się wywiązało, ale to takie nasze-swojskie klimaty :-) Ludzie wyluzujcie trochę, po co prać na forum takie sprawy? Wydarzył się wypadek to fakt, na szczęście nikt nie zginął, więc jest czas na zastanowienie, co tak naprawdę się stało, jakie były przyczyny i kto zawinił (jeśli w ogóle)? Jazda konna to zabawa o podwyższonym ryzyku niż np. lepienie babek w piaskownicy i wszyscy zainteresowani powinni zdawać sobie z tego sprawę. Jeśli potrzeba (a widać, że tak) rodzice (oboje) jako prawni opiekunowie powinni podpisać stosowne oświadczenia, że godzą się na takie ryzyko i są świadomi konsekwencji ewentualnych wypadków. Znany amerykański aktor niedawno dokonał żywota na wózku inwalidzkim właśnie po upadku z konia. Po drugie dzieci (a może i sam klub) muszą być dodatkowo ubezpieczone, większość standardowych ubezpieczeń NW (jakie mają wykupione dzieci w szkole) wyłącza z odpowiedzialności uprawianie sportów ekstremalnych. Jeśli te sprawy nie są uregulowane to może warto to zmienić.
Inną kwestią są same okoliczności wypadku. Koniecznie trzeba prześledzić jak doszło do wypadku oraz akcję ratowniczą. Czy doszło do zaniedbań? Czy można było sprawniej udzielić pomocy, ile było szczęścia w tym nieszczęściu? I jakie są wnioski na przyszłość?
Darujcie sobie osobiste wyprawy, z tego większego pożytku nie będzie. Wysiłki należy skupić na ewentualnej poprawie funkcjonowania ośrodka, który na pewno jest i będzie atrakcją dla wielu.

#36 ~Joanna~

~Joanna~
  • Goście

Napisano 27 czerwiec 2008 - 17:42

Stanęłam po stronie stadniny i stanowiska nie zmienię. Boli, że dla chwili sławy, czy czegoklwiek innego powstał artykuł, który miał na celu wywołanie oburzenia społecznego, kosztem mojego dziecka, drógiej równie mi bliskiej dziewczynki i ludzi na których mi zalezy. Przyjaźnie się zdarzają, nawet w tak komercyjnym i zakłamanym świecie!
Zdaję sobie sprawę, że cały ten kocioł wywołały prywatne animozje. Troszke się poobrzucalismy błotem. Może komuś ulzyło?
To mój ostatni post.
Chcę tylko na odchodne powiedzieć, że kocham wszystkie dzieci jak swoje własne i cokolwiek robiłam dla Angeliki, to właśnie z tego powodu. Jest dla mojej Ani bliska jak siostra, dlaczego miałabym postapić inaczej? Ania kocha konie i odebranie jej mozliwości jazdy to wielki cios. Poza tym nasza pani doktor pochwalała ten sport, bo Ania zaczynała mieć kłopoty z kręgosłupem i jeśli nie wzmocni mięśni za kilka lat może być źle.
Teraz zostanie dziewczynom tworzenie kolejnych blogów o koniach, bo o jeździe mogą jedynie pomarzyć.
I to właśnie za odebranie dziewczynom mozliwości realizowania marzeń, za zrobienie z nich ofiar conajmniej jak z bitwy pod Grunwaldem i za atak na ludzi ze stadniny, którym te dzieci nie sa obojętne gotowa jestem oczy wydrapać.
Świat jest podobno odbieciem stanu naszego umysłu. Ubolewam nad tymi, którzy wszędzie doszukuja się spisków, kumoterstwa, interesowności i niechlujstwa. Muszą być skrajnie nieszczęśliwi.
A panu redaktorowi Wojtkowi życzę żebyśmy się nigdy twarzą w twarz nie spotkali. To nie groźba karalna. Po prostu nie będę miła.

pozdrawiam... albo i nie

#37 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 28 czerwiec 2008 - 09:48

a ja ze swej strony dziękuję Panu Wojtkowi za to, że zechciał napisać o tej sprawie. Z dwóch powodów: piewrszy - moje dziecko też uwielbia konie, a ja do tej pory ślepo wierzyłam stadninie i instruktorom. Po przeczytaniu bardziej zainteresowałąm się miejscem, w którym moje dziecko spędza czas. Myślę, że wielu rodziców postąpiło podobnie. Powód drugi - jesteśmy z mężem po rozwodzie i to, co dzieje się teraz na forum jest dobrym przykładem tego, co nam grozi - działanie przeciwko sobie kosztem dziecka. Cieszę się, że nie musiałam przez to przechodzić na żywo. Z całego serca dziękuję za to, że mogłam to przeczytać. Stał się wypadek i to jest przykre, ale niech to nieszczęście będzie przestrogą dla innych. Dziewczynkom życzę szybkiego powrotu do zdrowia i do siodła, skoro jest ono ich pasję. Tatusiowie - nie brońcie córkom realizowania swoich pasji, bo możecie stracić córki

#38 ~Ania~

~Ania~
  • Goście

Napisano 28 czerwiec 2008 - 18:57

Witam po raz ostatni
Uważam dalsza dyskusję za bezsensowną. Nie uważam aby "antyfeministka" upoważnina była do oceniania tego jak wywiązuje się ze swoich rodzicielskich obowiązków. Poniżej wszelkiego poziomu jest też insynuowanie mi interesowności oraz kumoterstwa a także kłamastawa i lizusostwa. Pewien poziom kultyry wypadałoby jednak zachować droga Pani. Ale cóż każdy sadzi po sobie. Redaktora przepraszać nie zamierzam, poniewaz jestem zdania, że każdy kto jest współtwórcą opini publicznej powienien robic to rzetelnie. Niestety pan redaktor tym się nie popisał czym skrzywdził kilka osób, kilka oczernił. Moje dziecko nadal będzie jeździło konno, mimo wszystkich ataków na stadninę. Są one nieusprawiedliwione co osobiście swierdzam bo bardzo licznych pobytach w stadninie. Po za tym tego co wiem, większosć atakujących stadninę osób, widziało konie sporadycznie i z daleka. O ile w ogóle. Nie znają tej stadniny ani instruktorów. Ja osobiście stadninę sobie chwalę, do instruktorów zastrzeżeń nie mam. Oczywiście jest to moją prywatną sprawą, ale "antyfeministko" nie wiem czy zauwazyłaś że wypowiadamy się na forum, a tutaj każdy wyraża SWOJE zdanie i przekonania. Życze wszystkim wojującym więcej spokoju i rozwagi. Czy jest Pan zadowolony Panie Redaktorze?

#39 ~ełczanka~

~ełczanka~
  • Goście

Napisano 01 lipiec 2008 - 09:53

Nie zamierzałam brać udziału w tej niezbyt miłej i kulturalnej dyskusji.Jestem babcią Ani.Jeśli już mówimy o rzetelnych faktach, to dodam swój grosik do tej dyskusji. Angela opowiadała mi i osobom odwiedzających, że nie z własnej woli zeskoczyła z konia, poprostu nie miała już więcej siły, żeby utrzymać konia w cuglach.Siły dziecka 12 letniego i siły konia spłoszonego nie warto porównywać. Dziewczynka miała tyle przytomności, żeby spaść z konia jak najbardziej korzystnie, i co w pewnym sensie jej się udało. Z niesmakiem odebrałam wypowiedż mojej byłej synowej odnośnie zapewnienia opieki nad młodszą córką, zwyczajnie wygodniejszym było przemilczenie waznego faktu, które znacznie zmieniło brzmienie uzasadnienia oddania Adusi pod opiekę swojej koleżanki, a tym samym w oczach czytających komentarz, miało na celu pogrążenie ojca, jako opiekuna dzieci. Gwoli ścisłości pragnę dodać, że w ten weekend opiekę nad dziećmi sprawowała Matka.W przeciwieństwie do matki dzieci, ojciec pracuje i w tę feralną sobotę wyjechał służbowo z zespołem romskim, ktory działa przy naszym stowarzyszeniu, na występy do Morąga. O zaistniałym wypadku zostal powiadomiony przez mamę Ani telefonicznie około godz.22,00, kiedy dzieci przebywały już w szpitalu i przeszły badania. O godz. 7,00 rano bezpośrednio po powrocie odwiedził córkę w szpitalu. Z tego co mi wiadomo, żadna z osób reprezentujących stadninę nie rozmawiała z ojcem Ani.Krzyk podniesino w momencie, kiedy Radek na ręce wlaściciela ośrodka jeżdzieckiego złożył oświadczenie, iż nie wyraża zgody na jazdę konną swoich córek. Dzieciom treść oświadczenia została przekazana , jako zakaz przebywania na terenie stadniny. Kto więc manipuluje informacjami i po co to robi? , trudno zrozumieć.

Podobnie rzecz się ma z opisem kolejności przybycia poszczególnych osób na miejce upadku Angeli. Z rozmowy z Panem Piotrem wiem, że przybył samochodem prywatnym jednocześnie z karetką pogotowia.Tuż za nimi przyjechała samochodem instruktorka z Panią Joanną i Anią. Do ich przybycia przy Angeli była Pani Szuchnicka oraz kilku mieszkanców z sąsiedniego domu.Ze swej strony serdecznie dziękuję Pani Szuchnickiej za udzieloną pomoc. Mam nadzieję, że ten wypadek będzie ostrzeżeniem na przyszłość zarowno dla pracowników stadniny oraz rodziców dzieci korzystających z usług ośrodka. Szkoda, że niektorzy z forumowiczów za wszelką cenę bronią osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo osób pobierających naukę jazdy , całkowicie zapominając o cierpieniu dzieci.Dziwię się mamom, ktore bronią interesów biznesu , a nie interesu własnych dzieci. Może zbyt łatwo przyszło ich wychowanie, a może własne ambicje i chęć przebywania w miłym , ,,rodzinnym towarzystwie" przysłoniła im świat i zepchnęła na dalszy plan zdrowie dzieci.Mam nadzieję, że przeżycia związane z tym wypadkiem otrzeżwią gorące głowy zacietrzewiałych mam. Życzę szybkiego powrotu do normalności.



lepiej bronic osoby racjonalnie myslące niz osby które kipia az z nienawisci (bo w tym przypadku chyba tylko o to chodzi-dobrze ze moje dziecko ma normalna babcie i tatę)

#40 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 01 lipiec 2008 - 11:25

lepiej bronic osoby racjonalnie myslące niz osby które kipia az z nienawisci (bo w tym przypadku chyba tylko o to chodzi-dobrze ze moje dziecko ma normalna babcie i tatę)

Nie dajecie za wygraną , dalej polemizujecie same ze sobą. Droga ełczanko, wypada tylko pogratulować Pani normalnej rodziny. szkoda, że w Pani światku, osoby, ktorym los człowieka , a szczególnie dzieci, jest ważniejszy od biznesu i zwierząt są postrzegane jako nienormalne.Czy coś stoi na przeszkodzie, żeby swoje dziecko w wieku 10 lat wysłała Pani na plenerową wycieczkę konną do lasu, a jeśli, co nie daj Boże, uległoby wypadkowi, wskutek czego złamałoby kręgosłup lub rączkę , to też uważałaby Pani, że przecież nic się wielkiego nie stało, ot , taka tam sobie przygoda z konmi, a złamania się jakoś zrosną i po problemie? Stałsię nieprzyjemny w skutkach wypadek, zamiast pisać o czyjejś nienawiści i tworzyć charakterystykę ludzi widzących problem inaczej, osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo winny wyciągnąć wnioski na przyszłość. Z tego co widać beztroska kilku osób zaangażowanych w sprawę nie zna granic.Chcę tylko zwrocić uwagę, że ,,normalność" ma różne oblicza.
Dzięki za przemiły komplement na początek dnia.



Dodaj odpowiedź



  


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych